Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój Ed (Pierwszy). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mój Ed (Pierwszy). Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 sierpnia 2015

Zuchwały seks na tarasie

Zjechałam pod wieczór do mojego Eda (Pierwszego) na wieś. Został sam, tylko w towarzystwie nastoletniego wnuka, żona musiała wracać z jakichś powodów do domu. Ja z rodziną byłam na wyjeździe niedaleko. Mogliśmy jeszcze zostać do jutra, ale ja, mając świadomość, że Ed jest w pobliżu, właściwie sam, postanowiłam ostatni wieczór spędzić u mojego kochanka, a nuż uda się wykroić czas na małe co nieco.
Udało się. 

czwartek, 26 lutego 2015

Zapomniana cudowna przyjemność

Znowu przemiłe zaskoczenie i powrót wszystkich fantastycznych doznań i emocji. Piszę ― zaskoczenie, bo myślałam, że już wszystko mi spowszedniało ― stary kochanek i tyle. Po prostu jest.
Zadziwiające, jak szybko przyzwyczaiłam się do powszedniości, tzn. do swoich stałych, mniejszych kutasów. 

piątek, 22 sierpnia 2014

Akt trzeci

Trzeciego dnia udaliśmy się po prostu na rowerową wycieczkę po lesie. Mój mąż pozostał na gospodarstwie, oddając się w spokoju grom komputerowym czy też odsłuchiwaniu jakiegoś audiobooka. Ja z Edem natomiast, w cudownym upale, postanowiliśmy przemierzyć okoliczne lasy, nawąchać się zapachu leśnej przyrody, spotkać ewentualnie jelenia lub sarny i może zanurzyć w jakiejś nieprawdopodobnie ciepłej wodzie. 

piątek, 15 sierpnia 2014

Niemocy odsłona druga

Zostałam sama z nimi dwoma, tak jak lubię ― mój małżonek i Ed. Żona Eda oraz trzecie zaprzyjaźnione małżeństwo musieli wrócić do miasta.
Uwielbiam, kiedy siedzimy we troje w przeuroczym siedlisku, które przed laty pomagaliśmy kształtować. Czuję się tam jak u siebie, a kiedy oni obaj prześcigają się dyskretnie w nadskakiwaniu mojej osobie... czego więcej trzeba do szczęścia?

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Męska niemoc

Nikt z nas dwojga, ani ja, ani Ed, nie przypuszczał, nawet chyba w najśmielszych marzeniach, że nasz romans będzie trwał tak długo... To już prawie sześć lat... Były różne zawirowania, chęci zerwania, bo ciągle gryzie coś na kształt sumienia, lecz na nic się to nie zdało. Chyba nie możemy bez siebie już żyć... Czy na pewno?